Raport tydzień 11-14 2016


Dzisiaj przeczytacie o Poland Bike Marathon w Otwocku, Pucharze Mazowsza XC na Kazurce i PZU Półmaratonie Warszawskim. A na deser zestawienie wyników i porcja nowych zdjęć z Instagrama :)





POLAND BIKE MARATHON w Otwocku




Adam Grabek - kat 49/56, Open 204/226 Max.
Co znowu nie zagrało, czyli zapomniane grupy mięśni.
Marzec 2015, I Etap Poland Bike Maraton - Otwock (raport
tygodniowy 13 i 14 tydzień 2015
), ponad trzy i pół godziny na trasie, przez pół dystansu nękany skurczami mięśni nóg. To nie ma prawa się powtórzyć!
Z takim postanowieniem przygotowywałem się do inauguracji tegorocznego sezonu maratonów mtb. Już w lutym, wyposażony w rower szosowy, uprawiałem kilkugodzinne  wyprawy, których celem było zbudowanie wytrzymałości na ten jedyny, pierwszy w roku, morderczy (przynajmniej dla mnie), bagnisty, wyniszczający, wymagający i dalsze epitety kończące się na ...ący maraton w Otwocku. Wejście do sektora razem z Justyną, było dla mnie momentem weryfikacji planów. Piszę do sektora bez podania numerów, bo (nie ukrywając) z mojej winy weszliśmy do sektora siódmego zamiast szóstego. Obudziliśmy się po odliczaniu sektora piątego. Szybkie przepychanie się przez cały sektor siódmy i już dwadzieścia kilka sekund po komendzie start, znaleźliśmy się na trasie. Jestem od Justyny ze dwa razy większy, więc jak wielki, choć trochę nieruchawy tankowiec, wziąłem na siebie rolę rozgarniacza falującego tłumu kolarzy na asfaltowym twardym odcinku startowym. I nieskromnie uznam, że chyba się w tej roli sprawdziłem. Oboje dojechaliśmy do pierwszego wzniesienia. Wtedy w Justynie obudziły się instynkty macierzyńskie, że ona musi do dzieci… i tyle ją widziałem, przynajmniej od chwili pierwszego OTB. Do połowy trasy zaliczyłem glebę jeszcze dwa razy (później Piotrek określił to, jako moją własną technikę i taktykę jazdy - dobrze, że ktoś potrafi mi to rozsądnie wytłumaczyć). Najgorsze błota i kałuże na Maxie obszedłem z buta, skurczy brak, było super, wyjeżdżając z Maxa - kolejne OTB, tym razem dziób po najechaniu na palik -WTF, a tak dobrze szło!!! Znak 10 km do mety minąłem w rozsądnym tempie, i wtedy … plecak zaczął mi nieznośnie ciążyć, poczułem niesamowite zmęczenie ramion, nie mogłem wyprostować i zablokować w łokciu lewej ręki . Co jest ??? Przez cały okres przygotowawczy, ani razu nie zająłem sie mięśniami barków i ramion. Na szosie ręce raczej się nudzą, w mtb cały czas pracują, amortyzator miałem cały czas zablokowany, bo po jego zwolnieniu wydawało mi sie, że jadę w gęstym miodzie. Widząc moją sylwetkę, a w szczególności ugięte ręce, Przemek z Marcinem pewnie byliby niezmiernie dumni, a ja po prostu nie miałem już sił.
Wyścig ukończyłem w czasie o ponad 10 minut krótszym w porównaniu z poprzednim rokiem, co biorąc pod uwagę rosnący poziom i postępującą profesjonalizację biorących w nim udział zawodników, należy uznać za znaczący postęp. I trochę żal, że jako klub, nie wystawiliśmy tym razem pełnej reprezentacji na dystansie Max, bo rezultat powyżej 2000 punktów, był realnie w naszym zasięgu, gdyby Colin pojechał trasę Maxa, a Piotrek nie zastosował mojej techniki (OTB i wyłamany palec - chłopak musi jeszcze poćwiczyć). Ale żeby nie było tak żałośnie - Karolina startująca pierwszy raz na Maxie otarła sie o pudło, wyprzedzając sławniejsze ( na razie ) zawodniczki, a Justyna pędząca do swoich maleństw, na dystansie Mini dojechała w kategorii na miejscu pierwszym (chcę wierzyć, że miałem w tym chociaż minimalny wkład). Materiał do przemyślenia na kolejne edycje - albo muszę wrócić na dystans Mini, albo zacząć szybciej jeździć, bo moich zdjęć po wyścigu żałośnie mało. W połowie kwietnia jedziemy z Cyklonem na ŚLR do Daleszyc, (sześcioro zawodników w tym dziewice w górach: Zaki i ja), się będzie działo.





PM MTB XC Kazurka





Marta Krzymowska - kat 2/3, open 10/11
Z powodu porannego spięcia w domu startowałam zdenerwowana, zła i z niechęcią. Gdyby nie to, że nie miałam ochoty wracać do chaty, być może wcale bym nie wystartowała - ale jednak wystartowałam. Do przejechania były 4 wymagające rundy po około 3,3km. Kilka naprawdę ciężkich podjazdów, zjazdy nie dające wytchnienia a na prostych - muldy wytrącające z rytmu. Na trasie, tradycyjnie już, znalazł się odcinek prowadzący po torze do Fourcrossu, który wprost kocham ale trzeba na nim być czujnym. Po czwartkowym objeździe trasy byłam dobrej myśli i miałam nad koleżankami z mojej kategorii przewagę wynikającą ze znajomości trasy (tylko co z tego hehe). Pierwszą rundę jechało mi się całkiem fajnie i chyba nawet na prowadzeniu. Wszystko podjechane, wszystko zjechane, poza jednym metrowym kawałkiem trawersu, który już wcześniej sprawił mi problem, Drugą jechało się jeszcze nieźle ale chyba właśnie na drugiej wyprzedziła mnie inna rowerowa mama, dzięki naprawdę wspaniałemu dopingowi swoich dzieciaków. Nawiasem mówiąc ja też miałam całkiem dobry (choć dorosły) doping w postaci kilku znajomych chłopaków, w tym jedynego obecnego na moim wyścigu Cyklona czyli Damiana, za który jestem bardzo wdzięczna. Przy trzeciej rundzie zaczęłam mieć kłopoty - ze dwa razy musiałam podejść z rowerem, ze dwa razy wyglebiłam się ale to głównie z powodu że jedno wypięcie spd mi szwankowało od wczoraj i nie umiałam znaleźć przyczyny a poza tym już wypluwałam płuca. Kiedy pod koniec trzeciej rundy wyprzedziła mnie kończąca pierwsza zawodniczka z open byłam przeszczęśliwa, że nie muszę już jechać czwartej ;) Podczas zawodów wiał dość silny wiatr. Ode mnie z balkonu przed wyjściem dawał odczucie, że jest zimno ale na miejscu przekonałam się, że ubrałam się zbyt ciepło. Pozbyłam się jednej warstwy przed startem ale i tak było mi za gorąco. Wiatr nie ułatwiał sprawy, zwłaszcza na płaskim odcinku gdzie teoretycznie można było ciut odpocząć, nie dało się za bardzo odpocząć. Ogólnie to i tak jestem dość zadowolona, głównie z widocznej poprawy umiejętności technicznych (dwa lata temu miałam spore problemy w miejscach, które teraz przejeżdżam bez większych kłopotów) no i nie byłam ostatnia, co było moim celem na ten wyścig ;)





11 PZU Półmaraton Warszawski




Szymon Cygan - kat wykładowców: 7/107, kat M30 367/4017, open 760/9509
Po kilku tygodniach intensywnego treningu rowerowego, kompletnie bez biegania ostatnie 2 tygodnie przed startem dostało mi się w końcu bieganie (przeplatane z rowerem). Tydzień przed startem biegałem jakbym miał nogi z betonu - szczególnym optymizmem to nie napawało, ale przecież nie jesteśmy od tego, żeby się poddawać. Dwa dni odpoczynku przed samym startem pozwoliło nieco zregenerować siły (i nogi).
Na maratonach MTB bywa sporo ludzi, ale to nic w porównaniu z ponad 12 tysiącami samych biegaczy. W przeciwieństwie do ubiegłego roku okazało się, że aleje Ujazdowskie są za ciasne na taki tłum i ostatecznie nie udało się nam (mi i Kubie Z.) przepchnąć w okolice zaplanowanego pacemakera na 1h35min. Wylądowaliśmy koło 1h30min. Na domiar złego w takim tłumie opaska HR na bluetooth nie dogadała mi się z zegarkiem pomimo restartów i innych kombinacji.
Chcąc nie chcąc wystartowaliśmy z całym tłumem bardziej z przodu niż było planowane. Jak się okazało nie tylko my – byli tacy, co ustawili się na wyrost o dobre 30 minut a nie tylko 5, a w takim tłoku to na prawdę utrudnia życie innym. Nie wiem, czy to nieogarnięcie, czy chamstwo zwykłe.
Odpuszczanie sobie nie leży w mojej naturze, więc skoro miałem pod ręką pacemakera na 1:30 to za nim poleciałem. W tłoku Kuba mi się gdzieś zgubił, za to po kilku kilometrach dopadł mnie Łukasz D. - z energią, która sugerowała, że długo się przy nim nie utrzymam. W końcu mi faktycznie uciekł, ale cały czas w zasięgu wzroku.
W okolicach 16-go kilometra szczególnie dało się odczuć ile daje doping publiczności – bezinteresowny, ze strony zupełnie obcych ludzi. Rewelacja! Mniej więcej w tej okolicy zniknął mi Łukasz. Na prostej prze Łazienki czuć było zmęczenie a po niej czekał podbieg pod Belwederską – tutaj wyraźnie zwolniłem, żeby się nie zajechać. Pacemaker uciekł mi znacznie, więc o 1:30 już nie myślałem. Na szczycie Belwederskiej okazało się, że lepiej rozłożyłem siły niż większość dookoła. Z całej trasy najszybszy okazał się ostatni kilometr (3:56 min/km). Na mecie po chwili odzyskiwania pełnej świadomości, na zegarku zarejestrowałem 1:30:05 – a na pewno włączyłem wcześniej i wyłączyłem później niż pomiar czasu. Ostatecznie 1:29:51 – znacznie lepiej niż planowałem. Niedostatek biegania przed startem spowodował jednak, że przez kolejne 3 dni ledwie chodziłem – rower daje wydolność, ale nogi nie były w 100% dostosowane do tego wysiłku. Na szczęście było to tylko zmęczenie, bez kontuzji. Za rok pełny maraton, a teraz na rower!!






WYNIKI


Półmaraton Warszawski 3.04m.katm.openczas netto
Szymon Cygan36776001:29:51
Łukasz Danielak226106901:32:46
Agnieszka Kaniewska39581701:56:57
Renata Usińska27395101:58:30
Puchar Mazowsza MTB XC Warszawa Kazurka 3.04m.katm.open
Marta Krzymowska210
Mazovia MTB Legionowo 3.04m.katm.open
Robert Szymański (FIT)2109
PolandBike Otwock 2.04m.katm.open
Piotr Małek (MAX)1217
Adam Grabek (MAX)49204
Karolina Kubiak (MAX)411
Paweł Kołodziejek (MINI)712
Damian Zakrzewski (MINI)3893
Piotr Wrona (MINI)51207
Justyna Małek (MINI)15
Anna Okraska (MINI)868
Anna Zakrzewska (MINI)4577
Agata Zakrzewska (FAN)918
Zuzia Zakrzewska (FAN)733
Filip Małek (FAN)1634
Mikołaj Małek (FAN)767
Wesołe Biegi Górskie Stara Miłosnam.katm.open
Łukasz Danielak (G6)12
Legia MTB Maraton Laski 19.03m. kat.m.open
Piotr Wrona (mega)426



Instagram @kkcyklon



















Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza