Cyklonraport 10-23 września

Ups, chyba zbliżamy się do tej pory roku, w której raporty pojawiają się rzadziej bo i mniej się dzieje w klubie. Poznać to można po tym, że w zeszłym tygodniu w zasadzie nie było o czym pisać. Jedyna zajerestrowana przeze mnie aktywność klubowa to start Piotra w Polandbike w Ząbkach ;) W tym tygodniu było o wiele lepiej. Piotr zaliczył Mazovię w Józefowie, Janek zaliczył z dobrym wynikiem kolejną edycję MTB Cross Maraton (Miedziana Góra) zaś na PolandBike w Konstancinie stawił się wręcz tłum Cyklonów w osobach Szymona, Pawła i Roberta.


O ile pozostałe chłopaki w tym sezonie startują dość regularnie, to dla Pawła i Szymona start w PolandBike był pierwszym startem po dość długiej przerwie. Szymon, jak na brak startów, zajął bardzo dobre, 10 miejsce w kategorii i 15 open.




Tymczasem nasz wagabunda Przemek znów w górach (Prezes też, ale postanowił się nie ujawniać, niestety - Przemek go zdradził).


Przemek:
Zrywam się z pracy w połowie dnia i tuż przed zmrokiem docieram do Rajczy. Blisko kwatery mam otwartą do 23.00 piekarnię, która sprzedaje "od zakrystii" świeże drożdżówki - czyli śniadanie mam ogarnięte. Gdzieś w oddali odbywa się rykowisko, co wydaje mi się wspaniałe przez pierwsze dwie godziny, ale potem wyzywam jelenie od najgorszych, nakrywając głowę poduszką.

Start o 7.00, urocze +5 stopni, ale przede mną 12 km podjazdu, więc już po chwili jest okej. Przez Ujsoły, Glinki i dalej żółtym pieszym docieram na Krawców Wierch. W miłym, bezludnym schronisku zjadam śniadanie i ruszam dalej granicznym, niebieskim szlakiem. Wypatrzyłem go na Trailforks, ktoś wrzucił kilkanaście km tego szlaku i pomyślałem, że jakiś wypasiony szlak tyle czasu był poza moim radarem! Niestety rozczarowanie było spore, szlak nie miał do zaoferowania nic ciekawego technicznie, a co gorsze, również widokowo - przez cały czas las po obu stronach.

Przy podjeździe na Rycerzową dopadł mnie mały kryzys i chciałem spod schroniska jechać prosto w dół do Rajczy. Jednak kawa i puszka coli zrobiła porządek w głowie i z nowym zapasem sił ruszyłem jeszcze na Przegibek. Czerwony trawers do PTTK pod Przegibkiem przypomniał czasy, kiedy Sołtys jeszcze jeździł w góry i mapy nie były potrzebne, bo miał wszystkie w głowie.

W schronisku chciałem zjeść jakiś obiad, ale okazało się że już stać mnie ledwo na zupę - miałem rano 50 zł gotówki, a starczyło mi przez cały dzień na szlaku tylko na: jajecznicę, 2 kawy parzone, 2 puszki coli, 1,5l wodę, szarlotkę i zupę pomidorową. 
Miałem plan ruszyć zielonym w stronę Rycerki, ale odbić na niebieski do czerwonego na Rajczę, niestety przegapiłem odbicie niebieskiego zmarnowałem kilka km zjazdu na zwykłą szutrówkę. 53km, 1700+ m w górę, 25 stopni i ciepły wiatr - bardzo udany dzień.

Rano lał deszcz, ale skoro się już umówiłem z Prezesem i Tymonem w Bielsku, to trzeba było jechać. Za którymś wzniesieniem jednak okazało się że jest już po deszczu i w BB nie padało już więcej tego dnia. Chciałem wystartować w w Pucharze Bimbru - ciekawej imprezie enduro na orientację, ale pakietu w dniu zawodów już nie dało się ogarnąć. Za to przez cały dzień spotykaliśmy zawodników szukających punktów kontrolnych po krzakach.
Postanowiłem spędzić dzień z chłopakami, najpierw zjechaliśmy z Szyndzielni do zapory żółtym szlakiem pieszym, drugi zjazd to szlak Dębowiec - Tymon zjechał prawie wszystko i prawie bez marudzenia, szanuję. Dopiero za trzecim wjazdem gondolką postanowiłem się pożegnać, bo zaczęło się robić późno a ja chciałem jeszcze tego samego dnia wrócić do domu. Przejechałem na raz Rock and Rolla i Cygana, wciągnąłem BikeBurgera (to ten dodatkowo z 2 cm plastrem smażonego sera) i ruszyłem w drogę powrotną.




Marta postanowiła na maksa wykorzystać dni Scott Test Tour organizowane w przez sklep rowerowy Plus na Ursynowie i przetestować kilka rowerów.

Jak Scott Test Tour pojawia się w Plusie to grzechem byłoby nie skorzystać - w końcu mam rzut beretem. Postanowiłam pokręcić na różnych rowerach ile się da. Zapisałam się na cztery z sześciu dostępnych tur testowych (dwie w sobotę i dwie w niedzielę). Zamówiłam sobie cztery różne rowery - Addict Gravel, Foil, Spark RC i Spark Contessa. Na Sparku (w nieco niższym wydaniu) jeździłam już wcześniej ale chciałam się przekonać, jak jeździ się na rowerze klasy zawodniczej.
W sobotę okazało się, że... Foila dla mnie nie ma (nie dojechał). Ani w ogóle żadnej szosy w moim rozmiarze. Smuteczek... Na szczęście Gravel był, wersja 30 na tarczach. Piękny rowerek, którym najpierw ruszyłam z grupą szosową ale za zgodą "szefostwa" odłączyłam się na Przyczółkowej aby myknąć nim w teren (w końcu po to jest). Nigdy wcześniej nie jeździłam na rowerze tego typu więc było to dla mnie całkiem ciekawe doświadczenie. Rower świetnie radzi sobie na szosie, nie odbiega zbytnio od zwykłej kolarki - ma imponujące przyspieszenie (jest sztywny i świetnie przenosi napęd). Niestety, nie mogłam docenić tego w pełni bo przerzutki były kompletnie rozjechane i nie działały dobrze. Zachwyciłam się za to tarczówkami i tym, jak zatrzymują rower praktycznie w miejscu. Jedno po tym teście wiem na pewno - następna moja kolarka będzie na tarczach. W lesie spotkałam grupę MTBową i Czarek litościwie mi podregulował trochę, potem było nieco lepiej. W lesie miałam lekkie obiekcje, żeby bardziej pohasać - nie ufałam temu rowerowi. Wyraźnie pewniej się jedzie po leśnych i polnych drogach, wybojach, piachu i korzeniach, niż na szosie (akurat mam porównanie bo czasem mi się zdarza na szosie myknąć przez las), jednak w głębszym piachu zagrzebałam się (może to kwestia braku pewności i wprawy, a może po prostu nieco zbyt dużego roweru - rama niby OK ale wysięg zdecydowanie za duży). Ogólnie wrażenia bardzo pozytywne. Nie, żebym pędziła zaraz go kupić, ale może kiedyś... ;)
Na drugą turę pojechałam z prowadzącym Ciniakiem po prostu towarzysko, własnym rowerem ;)

W niedzielę znów okazało się, że nie ma Sparka RC. Dostałam wersję 930. No cóż, nie o to mi chodziło. Znów pozwolono mi pojeździć we własnym zakresie więc potestowałam Sparka wreszcie tak jak chciałam - tj. na singlu i pętli XC dookoła parku linowego w Powsinie. I o ile wrażenia po poprzednim teście (tzw. wycieczce z przewodnikiem, testowanie jedynie na "dołkach", bywalcy znają to miejsce) były pozytywne, o tyle po dzisiaj wiem jedno - ten rower ma kiepską geometrię do podjazdów. Na singlu fajnie, płynnie i raczej zwinnie - choć bez rewelacji - mój Scale bije go na głowę pod względem płynności jazdy i zwinności, choć oczywiście brakuje mu tylnej zawiechy. Na pętli XC niestety kiepsko, nie radziłam sobie ze stromszymi podjazdami, które na Scalu łykam bez popitki. Tak więc... choć marzyłam o Sparku, chyba mi przeszło ;)
Drugą turę odpuściłam sobie bo było bardzo zimno i nieprzyjemnie a ponadto uznałam, że Contessa nie zaoferuje mi nic lepszego niż Spark...




Wyniki:


PolandBike Konstancin-Jeziorna 23.09m.openm.kat
Szymon Cygan (max)1510
Paweł Laskowski (mini)9041
Robert Szymański (mini)1395
MTB Cross Maraton Miedziana Góra 23.09m.openm.kat
Jan Skorek (master)4219
Mazovia MTB Marathon Józefów 23.09m.openm.kat
Piotr Wrona (1/2 Pro)26245
PolandBike Ząbki 16.09m.openm.kat
Piotr Wrona (mini)27885











Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza