Cyklonraport 21-27 maja

Niezbyt udany rowerowo dla naszej drużyny był ten weekend, ale nie poddajemy się i jedziemy dalej! Zarówno Adam jak i Michał zaliczyli kraksy na zawodach, w przypadku Adama skończyło się to dodatkowo upadkiem morale, natomiast Michał już odgraża się, że następnym razem wygra ;) Na plus za to możemy zaliczyć wygraną open Łukasza i czwarte miejsce open Renaty w biegowych zawodach Dreptak Czalendż.



Adam o PolandBike w Górze Kalwarii:
Właściwie nie wiem co napisać. Pojechałem do Góry Kalwarii z nadziejami, że zamek Czersk, że będzie fajnie, ale... no właśnie. Nie wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami. Czersk został odcięty od trasy przez budowę Południowej Obwodnicy Warszawy, a ja niechcący, w sportowej walce, przeszarżowałem i spowodowałem wypadek, wstyd mi. Zanim do tego doszło stanąłem na starcie trasy, której zupełnie nie znałem. Wiedziałem tylko, że może być błoto bo przez dwa dni w okolicach Warszawy padało. Start mnie "rozwalił". Prawie trzy kilometry prostego asfaltu "z górki', zero taktyki, tylko ogień. Z powodu upału odpuściłem i cała trasę biłem się z myślami, żeby DNF albo co. Dojazd do pierwszych pól spowodował pogłębienie złych myśli i tak co najmniej do 8-10 kilometra. Później noga zaczęła podawać a ja zacząłem odrabiać straty. Oczekiwania dotyczące trasy ziściły się połowicznie, było kilka obszarów błota ale w większości było sucho, chociaż nie pyliście jak w Legionowie albo Radzyminie. Miałem sporo zabawy przejeżdżając miejsca, w których większość otaczających mnie zawodników schodziła z rowerów. Na 10 kilometrów przed metą odzyskałem czucie roweru i jechałem coraz szybciej. W pewnym momencie zbyt szybko. Zamiast władować się w kałużę podczas wyprzedzania (byłby ubaw ze Śmigusa Dyngusa) postanowiłem wyprzedzać na wąskiej grobli pomiędzy kałużami i potrąciłem wspłózawodnika powodując jego upadek. Sam zresztą również zaliczyłem glebę, ale bardziej z powodu rozpaczliwego hamowania, żeby sprawdzić czy czegoś trwale mu nie uszkodziłem. Zawróciłem i idąc obok niego kilka minut wysłuchiwałem tyrady na temat braku mózgu, nieodpowiedzialności itp. i kurna - miał rację. Emocje po chwili odpuściły i usłyszałem: "jedź dalej, tu i tak nie pomożesz". Wsiadłem na rower, entuzjazm zgasł, polna droga pokryła się ceglanym tłuczniem, rytm stał się sprawą wtórną i tylko ten wstyd... Dojechałem do pierwszego podjazdu w mieście, zjechałem jakiś niesamowity dla mnie zjazd o nachyleniu porównywalnym z Daleszycami, kolejne kartoflisko i w końcu "legendarny" brukowy podjazd, przed którym zorientowałem się, że mam tylko pół przerzutki. Całe szczęście, że to ta połowa, której używam podczas wspinaczki. Podjechałem, przekroczyłem linię mety i ...pora na wnioski. W Górze Kalwarii pewnie już mnie nie zobaczycie, ranking czasowy pomimo okoliczności, pozytywnie mnie zaskoczył, i tylko ten wstyd....



Michał o Pucharze Mazowsza MTB XC w Kobyłce:
Jeżeli chodzi o zawody XC w Kobyłce, to wolałbym o nich zapomnieć, a nie relacjonować co się działo [niemniej jednak zmotywowałam Michała do napisania tej relacji - przyp M.]. Generalnie trasa bardzo trudna. Dużo piachu i przeszkody, których pokonanie wymagało odwagi i techniki, której aktualnie nie mam. Przed startem rozpętała się burza i deszcz polał się nieba, do końca wyścigu i po jego zakończeniu prawdziwe oberwanie chmury. Start jakiś dziwny, nagle gwizdek bez żadnego odliczania. Rozjazd źle pomyślany bo od razu w górę, wąsko, pokręcone i zjazd na dropy. Korek, wszyscy prowadzą rowery, pierwsi odjechali i pojechali, a że ustawili w rzędach i bez odstępów czasowych wszyscy więc o wyniku można było zapomnieć. Zjazd do mety z piaszczystej góry gdzieś na początku jakaś paleta, pierwszy kozioł na głowę i się zaczęło, niezliczona ilość gleb i walka o przetrwanie w piaszczystej i błotnistej dżungli. Błędy pociągały kolejne. Nowy rower, kompletnie nie trafiłem z ustawieniami, kiera za nisko, siodło za daleko, zabrakło czasu na ustawienia, pedały odmówiły współpracy, jeżeli chodzi o zatrzaski. Mój mały dramat i tylko zawziętością i głową dojechałem do końca zbierając oklaski za wytrwałość. Na mecie komentarz "myśleliśmy że po pierwszej glebie na głowę się wycofasz... " odpowiedź "nie żartuj jestem z "C" my nigdy nie odpuszczamy". Jadę dalej i kiedyś to wygram!

Jak widać nie zawsze jest różowo ale najważniejsze to nie poddawać się :)
No cóż, tu nasi panowie padali na głowę za to Krzysiek z synem postanowił polatać na Joy Ride w Kluszkowcach.



Wyniki:


PolandBike Góra Kalwaria 27.05m.openm.kat
Adam Grabek (mini)28899
Puchar Mazowsza MTB XC Kobyłka 26.05m.openm.kat
Michał Ficoń8
Dreptak Czelendż Mińsk Maz. 23.05m.openm.kat
Łukasz Danielak11
Renata Danielak44
Garmin Iron Triathlon Płock 20.05m. openm.kat
Łukasz Danielak (1/4IM)438







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza