Puchar Mazowsza MTB XC Kazura - sezon start!

Sezon start!

Start nie za dobry bo tuż przed wyjściem z domu mam ścięcie z Małżem i jadę na Kazurę wkurzona i z niechęcią. Wcale nie mam ochoty startować ale nie mam ochoty też być w domu. Na szczęście start opłacony więc szkoda byłoby marnować kasę na fochy ;)
Do przejechania 4 bardzo wymagające kółka po około 3,2km. W porównaniu do trasy zawodów XC sprzed dwóch lat, ciut wydłużona i utrudniona. Doszły ze dwa podjazdy i zjazdy, w tym jeden bardzo stromy podjazd i jeden bardzo stromy zjazd. Byłam jednak wcześniej na objeździe trasy i wiedziałam, że wszystko jest do przejechania przynajmniej raz (poza jednym głupim około 1,5 metrowym odcinkiem...) ;) Na zmęczeniu może być już gorzej.



Jestem źle ubrana, za ciepło. Przed wyjściem z domu wyszłam na balkon i stwierdziłam, że jest zimno i wieje ale tu, pod Kazurką, jest ciepło. Pozbywam się spod bluzy koszulki ale w bluzie i w jesiennych rękawiczkach na pewno i tak będzie mi za ciepło. Trudno, teraz już nic z tym nie zrobię.
W mojej kategorii nie spodziewałam się wysokiej frekwencji i słusznie. Startuje nas cztery - trzy Marty i Nikola. Jest spora szansa, że będę jedyną osobą poza podium ;) Ale obiecałam sobie, że nie będę ostatnia.

fot. Zaki

Oczywiście moja kategoria startuje w większej grupie, złożonej z innych kategorii damskich i grupy panów chyba Masters, natomiast ustawione jesteśmy przez organizatora na końcu stawki (akurat w moim przypadku to dobrze, nikogo nie będę blokować, przynajmniej na 1 okrążeniu).


Pierwsze okrążenie idzie mi gładko, chyba nawet jadę je na prowadzeniu mojej kategorii. Mijam się z Agnieszką Tkaczyk, którą poznałam na objeździe trasy, jednak Agnieszka odjeżdża mi kiedy na jednym sztywnym krótkim podjeździe za bardzo wytracam prędkość i muszę się podeprzeć. A sądziłam, że dotrzymam jej tempa ;)

fot. Zaki

Już pod koniec pierwszego okrążenia mam język na brodzie, interwałowość trasy naprawdę daje mi się we znaki i pokazuje, że XC to nie moja bajka ;) Ale akurat tego się spodziewałam. Jest mi strasznie gorąco, rozpinam bluzę na tyle, żeby mi biust nie wypadł ale i tak się gotuję ;)

fot. Zaki

Drugie okrążenie idzie mi już znacznie gorzej ale jednak jeszcze wszystko w siodle, no może też z jedną gdzieś podpórką. Dogania mnie Marta Mikołajczyk (Mama na rowerze), która ma świetny doping na trasie w postaci swoich dzieci. Żałuję, że ja takiego nie mam. Musi mi wystarczyć trzech czy czterech znajomych kolarskich dryblasów ;) Ale i tak fajnie, że w ogóle mam jakiś doping ;) Mijam się z Martą na tym drugim okrążeniu ale na metę okrążenia chyba wjeżdżam jeszcze przed nią.

fot. Zaki

Na trzecim okrążeniu polegam. Ze dwie gleby spowodowane szwankującymi blokami i wyplute płuca powodują, że już nie mam siły gonić Marty kiedy mnie wyprzedza (a nawet dzielę się z nią wodą tuż przed tym jak mi odjeżdża, hehe, taka ze mnie altruistka). Ze dwa razy nie daję już podjechać podjazdów i muszę podprowadzić rower.


Pozostałych dwóch zawodniczek z kategorii w ogóle chyba nie widzę ani razu od momentu startu, muszą jechać sporo wolniej.
Tuż przed metą trzeciego okrążenia mija mnie chyba kończąca wyścig pierwsza zawodniczka open (dubel, znaczy się). Widząc przy trasie szefa WKK, Błażeja, pytam go z nadzieją w głosie, czy mogę już nie jechać czwartego okrążenia i z dużą ulgą przyjmuję, że owszem, nie muszę ;)

fot. Adam Starzyński
Na mecie bardzo długo wiszę na kierownicy i zastanawiam się, czy zwymiotuję ze zmęczenia, czy może jednak mi przejdzie ;) Łapie mnie straszny kaszel, mam odczucie jakby płuca mi miały wypaść, zresztą w ogóle jechałam z niedoleczonym przeziębieniem i mam nadzieję, że nie wyjdzie z tego jakieś gorsze choróbsko.
Bardzo długo nie ma wyników, ale przynajmniej dowiaduję się, że trzy Marty dojechały do mety a Nikola chyba nie więc podzielimy się podium ;) Dekoracja dopiero na koniec wszystkich wyścigów, jestem druga (hura, nie ostatnia!) ;)

fot. Krzysiek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz