Szlakiem latarni morskich... czyli rowerem można też na lajcie :D

To tak trochę z innej beczki… nie o maratonach, nie o treningach, a o wakacjach „w siodle” :) Szlak Latarni Morskich to trasa wzdłuż Bałtyku, dość atrakcyjna dla rowerzystów, booooo: prowadzi wzdłuż wybrzeża, w większości szlakiem rowerowym R10; bo zdobywa się północną granicę Polski; bo połyka się przestrzeń i jedzie z bagażami….a więc fajny trip. Dodatkowo trasa nie jest zbyt wymagająca jeśli chodzi o sumę przewyższeń, da się ją łyknąć w przedłużony weekend i dzienne odcinki to około 100km – wystarczy wrzucić rower do pociągu i przygoda, przygoda…. A jak było- jak zwykle, czyli inaczej ;) Niemniej jednak szlak polecam jak najbardziej. Poniżej krótka relacja i garść praktycznych doniesień „z drogi”.




Latarni jest siedemnaście, średnio mają po około 200 schodów, pierwsza jest w Świnoujściu, a ostatnia w Krynicy Morskiej – 669km: tylko ty i THE ROAD. Całkiem spoko perspektywa. Aby żadnej sobie nie odpuścić PTTK dostarczyło nam pewien ekhm instrument motywacyjny ;) – Paszport Latarnika – chyba w każdej latarni, a na pewno w Świnoujściu, czyli starterze szlaku, można dostać specjalną książeczkę do zbierania pieczątek. Aby zebrać komplet i dostać piękną odznakę na pierś :D, trzeba nie tylko zahaczyć o każdą latarnię (co zwykle wiąże się z koniecznością nadłożenia drogi względem szlaku i robienia „wypustek” z najbardziej optymalnej trasy- taki challange dla wygodnych :) – ale także trzeba na nią wleźć. Największym jednak wyzwaniem jest ustrzelenie latarnika, to po pierwsze, i, po drugie, odwiedzenie obiektu w godzinach urzędowania tegoż, a nie jest to proste, bo latarnie bywają otwarte po dwie godziny na dobę i to w bliżej niezidentyfikowanych przedziałach od 0900 do 1800. Jeśli zabieramy dzieciaki, warto wcześniej ogarnąć rozkłady, bo będzie ból istnienie, krzyk i łzy…muahhahaha.

Transport rowerów vs PKP, czyli imperium kontratakuje;)
Nie wiem czy wszyscy wiecie czy nie wiecie…ale przewieźć rowery w PKP jest łatwo jeśli ma się tupet …i trudno, gdy chcę się to zrobić zgodnie z przepisami, regulaminami etc etc. Życie :). Generalnie wniosków jest klika:
- nie można kupić biletów przez Internet i jednocześnie wykupić miejsc na rowery..
- nie można zintegrować biletu w wagonie sypialnym z przewozem roweru….bo rowery trzeba przewozić pod nadzorem podróżnego, a z WWA do Świnoujścia daleko..
- nie można dowiedzieć się w informacji jakież to miejsca dla rowerów będą w pociągu.. czy trzy czy cały wagon.

Generalnie trzeba wsiadać, drzwi zamykać... rowery zawsze się upchną, konduktor sprzeda bilet bez względu na to, gdzie go spotkamy i czy mamy miejscówki w wagonie rowerowym czy na drugim końcu składu. Cena biletu dla roweru ok. 9.10 PLN w Intercity, 7 w kolejach regionalnych i koleje mazowieckie za free. Oczywiście ryzyko pewne jest, ale generalnie nikt z naszej 19 osobowej ekipy nie miał problemu z zapakowaniem roweru do wagonu…a pomysły były różne: na leżąco, na hakach, w przedziale, na siedzeniu, na końcu pociągu, przy lokomotywie, w kawałkach w foli do kanapek. Daliśmy radę. Konduktor pociągu dał nam cynk…że bez spinki a wszystko przejdzie..ciiii ;)

Trasa Świnoujście – Hel: jest dużo asfaltu, a drogi nie są zbyt uczęszczane więc można się rozpędzić nawet na czas jakiś. Drogi spoko, nie ma dziur. Podjazdy głównie w okolicach Świnoujścia, latarni Stilo i koło Jastrzębiej Góry…a Półwysep Helski cały z lekko z górki ;) Jest parę odcinków leśnych po przyjemnie wyprofilowanych szutrach, ale zdarza się też i teren, gdzie poza korzeniami mamy piach, piach i.... piach – można pięknie ćwiczyć mielenie w miejscu i walkę o to, aby więcej jechać niż stać w piaskownicy po ośki :). Piachów szczególnie dużo w okolicach Łeby i Słowińskiego PN – generalnie sprawdza się zasada, że im dalej od morza tym twardziej. Choć trzeba przyznać, że przeprawy przez ujścia rzeczek na plaży lub zasypane przez wydmę moreny są fajnym, survivalowym przerywnikiem. Szlak czasem jest kompatybilny z miasteczkowymi ścieżkami rowerowymi, co poza ścieżką pod Kołobrzegiem, która jest pięknym długim asfaltem, jest raczej uciążliwe… kostka, wyjazdy z posesji, ciągłe zmiany trajektorii z lewej na prawą stronę szosy….no lepiej by było znaleźć jakieś autorskie szlaki przez krzaki. Zdarzają się również, szczególnie na byłych terenach wojskowych, płyty, bruk, kocie łby i inne betonowe uciążliwości – niezły masaż dla ekhm dolnych wielce szacownych części ciała :D. Widokowo Szlak Latarni jest rzeczywiście wyjątkowy, każdy spragniony kontaktu z naturą i kolekcji pięknych pejzażyków w smartfonie znajdzie coś dla siebie: są i niepokoszone łąki i puste plaże i rzeczki, i knieje, i targowiska próżności w miasteczkach…aparat można brać, o ile nie jest lustrzanką, która zawali całą sakwę.



trasa
dystans
średnia prędkość
atrakcje odcinka
Etap 1
Świnoujście - Kołobrzeg
101,89km
16,42 km/h
Można zboczyć do latarni Kikut, która ani nie jest nad morzem, ani pod drodze, ale za to dojeżdża się do niej po fajnym singlu między drzewami. Są kłody, jest pod górkę i jest z górki J Po drodze wiele nadmorskich miasteczek, w tym Niechorze i latarnia, której pilnuje groźny potwór (look at pic)

Etap 2
Kołobrzeg - Darłowo
90,14km
15,82 km/h
Koła Darłowa jest  fajny teren, gdzie odbywają się Międzynarodowe Zloty Militarne. Część trasy biegnie nad morzem po wale wzmocnionym betonowymi   płytami. Atrakcją jest drewniany most, który łączy Jezioro Kopań z Bałtykiem. Całkiem fajnie wygląda też Ekopark „Solne Bagno” przez który przejeżdża się ścieżką dydaktyczną.

Etap 3
Darłowo - Rowy
75,93km
16,23 km/h
Fajny dziki kawałek. Jedzie się przez las. Po drodze Ustka – warto tam zajrzeć, bo miasto prężnie się rozwija: jest nowa marina, jest nowy most obrotowy nad kanałem portowym.

Etap 4
Rowy - Białogóra
115,17km
16,62  km/h
Po drodze święta góra Słowian – Rowokół. Na tym odcinku warto odwiedzić latarnie Czałpino – można zjechać na żółty szlak, który jest dość stromym podjazdem oraz pojechać na koniec świata, do Stilo, gdzie jest największa „góra” na trasie. Końcówka to łąki, polne, drogi i asfalt między wioskami.

Etap 5
Białogóra - Hel
121,43km
17,84 km/h
Najnudniejszy kawałek…ale przed Jastrzębią Górą, objeżdżając Karwię jest najfajniejszy podjazd…duży kąt, z 30% i wyłania się nagle jakby spod ziemi. Nikt się go nie spodziewa i trzeba zacisnąć zęby, żeby go łyknąć. MOC… Potem są nudy nudy i nudy, aż do odcinka Jurata – Hel, który to jest spoko singlem i można pędzić na złamanie karku, to z górki to pod górkę, mając przed oczami HEL :)


Noclegi i food..slowFood:)


Międzyzdroje ul. Polna 23a – Kołobrzeg ul. Brylantowa 3 – Darłowo ul-nie-pamiętam-jaka-i-w-ogóle-nic-nie-pamiętam-z-darłowa- Rowy ul. Wczasowa – Białogóra ul. Szkolna 14. Pokoje 2-3 osobowe, ceny 30-40PLN, standard poza OW w Międzyzdrojach zaskakująco wysoki, ale w Międzyzdrojach klimat wywczasów z PRL gratis, w Kołobrzegu blisko do super knajpy z dziczyzną z grilla i lokalnym piwem, Rowy – dwa kroki na plażę, skandynawski design, altanka na wieczór, plac zabaw i aneks kuchenny w pokoju, no i hit – czarna dupa: Białogóra – piłkarzyki, świetlica na dicscoparty i kałuże spod prysznica :). Ważne, że we wszystkich gospodarze są bike friendly i jest gdzie poprzypinać bądź pochować na noc sprzęt.
Jak jest foodowo – no cóż, nie będę od razu ukrywać, że nad morzem zjeść można, i to nie tylko odpustowy tłuszcz z frytury, gofry z farbą i pizzę po góralsku :D Mimo, że szlak przebiega zazwyczaj w okolicach najpiękniejszych morskich kurortów i jego przybytków pod postacią straganów ze wszystkim, TripAdvisor daje radę i dba o odpowiednią regenerację kolarzy. I tak na eksperymenty kulinarne polecam:

- Międzyzdroje: Złota Wydma, Promenada Gwiazd 38 – wioska rybacka, rodzinna wędzarnia, ryby z pieca, fajnie urządzone, blisko plaży i kutrów, na których praca wre: można obserwować rozplatanie sieci, wywalanie ryb do lodu i takie inne atrakcje. Zjeść warto dorsza z pieca i zupę rybną na pomidorowym rosole.

- Kołobrzeg: grill House Wichłacz, Perłowa 2, mega dania z grilla, fajne marynaty i mięciutkie mięcho, dodatkowo lokalne piwo

- Ustka: high life :) aby nadrobić braki w poziomie luksusu, warto zajść do Tawerny Portowej, na Bulwarze Portowym 6, nie ma tłumów, nie trzeba walczyć o życie zajmując stolik, jest drogo bardzo wykwintnie i smacznie. Tak se można zaszaleć raz!

- Łeba: Wiking, Tawerna Rybacka, ul. Powstańców Warszawy 4, Hit hitów, gotuje dziadek, podaje wnuczka – która mówi o nim „Pan Henio”. Domowe porcje, domowe smaki, najlepsza smażona ryba na trasie, najlepszy rosołek z ryb również. Mają kota, a do obiadu zagadują opowiadając plotki z okolicy. Nie ma tłumów jest ogródek.

Reszta posiłków w trybie biwakowo-kanapkowym. Kolacje na plaży, parówki przed wieczornym grillem – trzeba sobie radzić:). Sklepy generalnie są i są długo otwarte – poza niedzielą, gdzie na trasie raczej trudno coś kupić, bo pozamykane. Warto mieć trochę luzu w skwach na małe zapasy.

Melduję, że: HEL zdobyty!




3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. jaka wyprawa, taka relacja! dzięki za miłe słowa - pozdr :D

      Usuń
  2. Super. Właściwie "gotowiec" na wakacyjna wyprawę :)

    OdpowiedzUsuń