Poland Bike Marathon Wawer 2013 bacznym okiem Marcina


To zdecydowanie nie był mój dzień. W każdym razie tak się na pewno nie zaczął. Po całonocnym bólu głowy, gardła i katarze nie byłem w formie. Nawet wycięcie i zamontowanie półek w szafie z rana nie poprawiło mojej kondycji. Prace remontowe nie są najlepszą rozgrzewk jak widać.  Nicto. Na śniadanie pochłonąłem drożdżówkę, zapiłem kawą, wrzuciłem w kieszeń 2 batony i 2 żelki i na przełajówie pomknąłem do Międzylesia. Było ciepło i przyjemnie. Tak mi się wydawało, bo półtorej godziny w kolejce do zapisów skutecznie całe ciepło ze mnie wygoniło J
W międzyczasie dołączyła reszta ekipy:.....




Ostatecznie zapisałem się, zjadłem w międzyczasie batoniki od naszego niezastąpionego partnera Nutrendu i uzbrojony w dwa carbożelki udałem się na start. Dystans długi to sobie rozgrzewkę odpuściłem … Na dzień dobry (pierwszy i ostatni start w sezonie) przypadł mi sektor siódmy. Sektor siódmy jest kawałek za tym miejscem, w którym jesteś przekonany, że nic już nie może być….
Stanąłem sobie z przodu i spędziłem miło czas na pogawędkach z młodzieżą z WKK.
Po chwili dołączył Przemek i z bagatela półgodzinnym opóźnieniem ruszyliśmy w drogę.
Trasa fajna, szybka, przyjemna. Na CX w sam raz, choć pewnie na góralu by mniej trzęsłoJ
Po 50 minutach regulaminowy żelek i mknę dalej. Olałem pierwszy bufet i robię swoje. Cały czas „lewą poproszę”, „uwaga na prawo”, gładko idzie…. Po drodze gadki szmatki z towarzyszami, jest miło. Po kolejnych 40 minutach czas na drugiego żelka, na którym mam nadzieję ukończyć wyścig. Z dawnych lat przynajmniej umiejętność planowania suplementacji pozostała… Jakież zdziwienie wielkie, by nie rzec olbrzymie było gdy okazało się, że żelka brak…. Wybrał chłopak wolność gdzieś po drodze i tyle go widziałem…. Teraz wiem, że będzie źle, pytanie tylko – kiedy??? Głód przychodzi po 10 minutach, totalna bomba po kolejnych 10.
Ostatnie 15 kilometrów to czysta masakra. Nagle okazało się, że korzenie jakby większe się zrobiły… i piach głębszy … Udaje mi się dotrzeć do drugiego bufetu, tym razem staję. Wrzucam w siebie pół banana, dwa ciastka, izo, wodę i lecę dalej.
Lecę to dużo powiedziane… po takim dystansie po korzeniach na CX-ie boli wszystko. Naprawdę wszystko, a kierownica zaczyna lecieć z rąk co skutkuje jedną niegroźną glebą. Na 4 km przed metą lekko odżywam i zadowolony kończę pierwszy od 2004 roku długi maraton ;-) Na mecie jeszcze niespodzianka – czeka na mnie żona z dzieciakami. Fajnie.
7 minut po mnie wjechał Przemek, reszta chłopaków albo wcześniej albo dużo wcześniej, bo po krótkim dystansie.
Trochę klasycznych pogadanek, makaronik, pizza i jadę do domu.

Ogólnie fajnie, fajnie, fajnie. Dużo starych znajomych, miły trening, dobra pogoda … i jakieś 10 minut rowerem z domu… czego chcieć więcej ? ;-)
Wielkie dzięki dla całej ekipy KK Cyklon: Przemka, Roberta, Rafała, Arka, Janka, Kamila… dobrze było się spotkać! 
Gratulacje dla Roberta- jesteś Mocny. Pierwsze miejsce Mini M6 w generalce i na maratonie. 
Czas 1:15:26 ; 11 minut za zwycięzcą.  1949 rocznik – SŁABO ?!?
Gratulacje raz jeszcze i dzięki za cały mega mocny sezon w Twoim wykonaniu !

Na koniec garść statystyki:
Dystans: 48 (choć mi na liczniku wyszło więcej)
Czas: 2:35:33
Średnia: 18,5
HR Max 190
HR średnie 177
Miejsce 138 open, 49 kat M3 ( a ja cały czas szukam się  M2 – czas jest okrutny ;-))

Nie było źle, choć mina młodego mówi, że mogło być dużo lepiej ….



Aha, zapomniałbym … Wielkie dzięki dla Agaty Zalewskiej. Mamy najlepsze, najbardziej widoczne, absolutnie genialne stroje. Pierwszy raz mogłem zobaczyć je na żywo na tle towarzystwa MTB-owego i wyglądają równie dobrze co na szosie ;-) Najlepsze w całej galaktyce. A kto uważa inaczej ten się nie zna :D




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza